czwartek, 30 września 2010

Bracia Karamazow


Według mnie to specyficzna lektura. Pytania, jakie autor stawia, nie są w żadnym wypadku oryginalne, są stare jak świat. Zresztą filozofia nigdy nie jest podporą dzieła sztuki i może co najwyżej stanowić dla niego tło. Również nie ma co zbytnio zachwycać się naczelnym wątkiem tej powieści, którym jest banalna historyjka kryminalna z nieśmiertelnego cyku: "kto zabił"? I to wszystko, cała intryga powieści, cała jej treść. Pozostają jednak jeszcze bohaterowie. I jakkolwiek przedstawienie ich charakterów oraz konfliktu wynikającego z ich wzajemnego usytuowania w konfiguracji rodzinnej jest mistrzowskie, to jednak czytając kolejne rozdziały narastało we mnie wrażenie przytłoczenia tą gorączkową, duszną atmosferą, bezładną bieganiną, powszechnym lamentem, kłótniami, podstępami i pijaństwem. I tym typowo rosyjskim zawodząco-skomlącym jęczeniem, jakie pobrzmiewało z dialogów.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza