sobota, 25 września 2010

Knut Hamsun - August Powsinoga

Musze uderzyć sie w piersi i wyznać, że przeczytałem kila książek tego autora i nie podobały mi się za bardzo. Co im miałem do zarzucenia to zamieściłem przy ich opisie. Były po prostu „prymitywne”. Ostre słowo, no cóż tak sądziłem po tylu różnych lekturach. Możliwe, że sięgnąłem po nie, nie w tym momencie. Jest wiele może. Tu przy obecnej, rozczarowałem się na plus. Od tej pozycji powinno się zaczynać. Trzeba zrozumieć autora. Nie jest to przy pierwszej lepszej książce możliwe. Dlatego czasem nasze osądy, w tym moje są ostre. Przy późniejszym czytaniu innych powieści danego autora, trochę inaczej patrzy się na te sprawy, niestety jest za późno. To co zostało w nas po przeczytaniu danej pozycji pozostanie. Pierwsze wrażenia niełatwo zatrzeć.

Tę pozycję po prostu łyknąłem, takie określenie na szybkie przeczytanie. Chyba 2 dni. Oczywiście język prosty, nawet ktoś powie wiejski, gwarowy czy jak to inaczej nazwać. Wartka akcja. Nie ma błyskotliwych awantur, zwrotów akcji nie, nie w tym sensie. Wszystko jest poukładane. Pod koniec można się domyślić jak to wszystko się skończy, ale to nie przeszkadza. Autor propaguje powrót do natury, wychwala ją i popiera. Nie jest za nowością przemysłem, postępem. W usta swych bohaterów wkłada swoje poglądy. A może przewrotnie jest za, i pokazuje co zrobili mieszkańcy miasteczka za namową Augusta ze swoim życiem?

Nie, na pewno nie. Po przeczytaniu książki to widać.

Treść? Proszę. Zjawia się August, wagabunda, obieżyświat i przewraca w miasteczku wszystko do góry nogami. Za jego radą chłopi sprzedają ziemie, bogacą się. Wieś przekształca się w miasteczko. Powstaje poczta, bank, August stawia fabrykę. Pod jego wpływem są wszyscy oprócz jednego Ezry, który zostawia sobie ziemię. Następuje krach. Brakuje żywności. Chłopi zostają bez ziemi i bez plonów. I tu powstaje pytanie po co im była nowoczesność?

Pytanie dla nas w tych czasach zbyteczne, lecz wtedy nie tak prosto było znaleźć na nią odpowiedz. No, ale jest to książka tamtych czasów i czemu innemu miała służyć. Starczy o tym postępie.

Ciekawą dla mnie postacią jest Edewart, kolega Augusta i emigrant z Ameryki, który wrócił po latach do domu. Nie powiodło mu się i zmuszony został przez los do takiego kroku. Jest wewnętrznie wypalony. Podobnie rzecz ma się u wielu ludzi. Są, a jakby ich nie było. Mam tu obraz mojego wujka, Michała. Widzę go jak siedzi w fotelu po pracy i drzemie. Zmęczony i wpatrzony bezmyślnie w telewizor. Teraz rozumiem dlaczego. Będąc młodym chłopcem człowiek się dziwił wielu rzeczom. Po wielu latach, gdy sam mam już ten wiek, inaczej patrzę na to wszystko. I radzę Wam uważajcie co robicie ze swoim życiem, aby nie siedzieć na tym fotelu.

Co z Augustem? Opuszcza miasteczko i udaje się w świat aby dalej wcielać swoje pomysły w życie.

Książkę można śmiało polecić wszystkim. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza