czwartek, 7 października 2010

Mario Vargas Llosa/Nobel 2010/ - Święto kozła


Urania Cabral miała dziewiętnaście lat, gdy opuściła Dominikanę. Teraz, po trzydziestu latach, wraca, by raz jeszcze skonfrontować się z koszmarami przeszłości. Jej ojciec był ministrem w rządzie dyktatora Rafaela Trujillo i jego zaufanym człowiekiem. Znajdując się wewnątrz nieludzkiej machiny terroru, musiał wciąż lawirować między posłuszeństwem i moralnością, aż do dnia, kiedy ręce dyktatora sięgnęły po to, co miał najcenniejszego...

Święto kozła jest jedną z najważniejszych i najostrzejszych książek Llosy. Niepokorni
i podporządkowani, kombinatorzy i naiwniacy, wywrotowcy i ci, którzy płaczą nad zwłokami tyrana składają się na elementy strasznej panoramy roztoczonej przez peruwiańskiego mistrza. To historia o krzywdzie, która nie przestaje boleć po latach,
a zarazem studium umysłowego spustoszenia, jakie rządy terroru sieją wśród zwykłych ludzi.

Czy nim pogardzasz? Nienawidzisz go? Wciąż jeszcze? "Już nie", mówi głośno. Nie wróciłabyś tutaj, gdyby uraza tkwiła w tobie nadal, gdyby rana krwawiła, rozczarowanie gnębiło cię i zatruwało, jak za młodych lat, kiedy nauka i praca były dla ciebie obsesyjnym sposobem na to, żeby nie pamiętać. Wtedy, o tak, wtedy go nienawidziłaś. Każdą cząstką swej osoby, wszystkimi myślami i uczuciami, jakie tkwiły w tobie. Życzyłaś mu nieszczęść, chorób, wypadków. Bóg cię wysłuchał, Uranio. A może raczej diabeł.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza